Dzisiaj grupa 38 naszych parafian pojechała do Gowidlina, aby odprowadzić na wieczny odpoczynek mamę naszego proboszcza, ks. Kazimierza Dullaka. Parafianom towarzyszyli księża: Paweł i Tadeusz. O godz. 8.30 autokar, zamówiony przez ks. Pawła, wyruszył na Kaszuby (tak, tak – Gowidlino leży na Kaszubach). Mama ks. proboszcza Edyta Dullak zmarła 25 lutego, przeżyła 86 lat. W grupie jadących na pogrzeb była również grupa ministrantów. Nasi parafianie przyjechali na miejsce około godz. 10.00 i byli bardzo zaskoczeni, że tam leży jeszcze śnieg. Następnie udali się do kościoła parafialnego pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Trwały tam już modły za spokój duszy śp. Edyty Dullak; m.in. odmówiono różaniec, koronkę do Bożego Miłosierdzia i antyfonę „Pod Twoją obronę”.

                   

Przez cały czas do kościoła przychodziły kolejne osoby; rodzina i księża zajęli miejsca w pierwszych ławkach. Msza żałobna rozpoczęła się o godz. 11.00. Liturgii przewodniczył ks. bp diecezjalny Krzysztof Zadarko, w prezbiterium byli również: nasz ks. proboszcz, proboszcz Gowidlina – ks. Tadeusz Olszewski, ks. dr Eugeniusz Kaczor – wykładowca w naszym seminarium i proboszcz parafii pw. św. Jadwigi  w Białogardzie, a prywatnie kolega z roku naszego proboszcza. W prezbiterium był również ks. Paweł, który gospodarskim okiem doglądał przebiegu ostatniego pożegnania śp. mamy naszego proboszcza oraz jeden z kleryków koszalińskiego seminarium. Przy ołtarzu służyli nasi ministranci i ich miejscowi koledzy. Był tam również nasz szafarz, p. Bartosz.

                   

Wśród księży obecnych na Eucharystii (około 20 kapłanów) pisząca te słowa rozpoznała m.in. dziekana dziekanów, a zarazem proboszcza parafii św. Kazimierza – Ryszarda Łopaciuka, rektora koszalińskiego WSD ks. Radosława Suchoraba, proboszczów z parafii Ducha Świętego – ks. Pawła Wojtalewicza i ze św. Józefa Rzemieślnika – Tadeusza Kanthaka (wcześniej byli naszymi wikariuszami) oraz z parafii katedralnej – ks. Henryka Romanika. Był tam również ks. Marek Mazgaj wywodzący się z naszej parafii, obecnie wikariusz parafii św. Krzysztofa w Szczecinku.

                   

Kazanie, a właściwie wspomnienie o zmarłej wygłosił kolega z roku naszego proboszcza ks. Eugeniusz Kaczor.

                   

Po mszy św. uformował się kondukt żałobny, który wyruszył na gowidliński cmentarz, aby złożyć ciało zmarłej na wieczny spoczynek. Tam ks. biskup wspomniał m.in. o swojej długoletniej znajomości z naszym proboszczem (wykładowcą w koszalińskim seminarium i profesorem na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Szczecińskiego), złożył mu również kondolencji po stracie mamy. Na cmentarzu było jeszcze więcej śniegu, bo tam nikt go nie sprzątał. Przy grobie mamy ks. proboszcz podziękował wszystkim biorącym w ostatnim jej pożegnaniu. Trumnę z jej doczesnymi szczątkami złożono w rodzinnym grobie, w którym spoczywają już: ojciec ks. proboszcza, babcia i pradziadkowie. Równocześnie polecono jej duszę Bożemu Miłosierdziu. Grób pokryły wieńce i wiązanki kwiatów (w tym także z naszej parafii). Część osób zapalała też znicze.

Potem zaproszeni goście (w tym również nasi parafianie) udali się na stypę. Ks. proboszcz dwoił się i troił, aby z każdym zamienić choć parę słów.

Około godz. 13.00 nasi parafianie razem z księżmi: Pawłem i Tadeuszem wyruszyli w drogę powrotną do Koszalina. Nasz wikariusz podziękował wszystkim za obecność na pogrzebie i duchowe wsparcie udzielone naszemu proboszczowi w tak trudnym dla niego czasie. Podziękował również kierowcy, że dowiózł wszystkich szczęśliwie do Koszalina (około godz. 15.00).

Tekst: Róża Gorońska (na podstawie informacji zebranych przez Mariannę Stolarz)

Zdjęcia: Marianna Stolarz, Grażyna Kościerzyńska-Siekan i inni uczestnicy pogrzebu